Czytałem „Lalkę”!

No i mnie dopadło! Piątego dnia września 2015 roku, czyli w sobotę, uzewnętrzniałem się dźwiękowo mając przed oczyma tekst powieści o nazwie „Lalka” niejakiego Aleksandra Głowackiego (ksywka Bolesław Prus). Czytanie miało charakter publiczny, podniosły i narodowy na powierzchni handlowej „Gołąbkowice” i pod (!!!) Adamem Mickiewiczem - w porze południowej i wieczornej. Obecność w ekipie czytającej załatwiono mi „po znajomości” czyli zgodnie z obowiązującym „tryndem”.

W „Gołąbkowicach” tłum – jak to zwykle na targowisku. Stanowisko „czytające” (osobnicy płci różnej na krzesłach i przed mikrofonami) stanowiło znaczne utrudnienie dla kupujących. Komunikaty głośników sklepowych o obniżce cen na margarynę przeszkadzały czytającym zdecydowanie mniej. Słuchających nie zauważyłem.

Przy stoliku z darmowymi książkami (do darmowego pobrania) pojawił się osobnik (jeden!) o nieco zmęczonej postawie i szlachetnych zamiarach. Z intelektualnym wysiłkiem na twarzy dokonywał wyboru. Byle tytułem się nie zadawalał! Ten koneser literatury wypełnił tytułami obszerną plastikową torbę – idzie zima i przyodziać się trzeba. Nie zwracając uwagi na czytane treści oddalił się z godnością w przeciwieństwie do innych „nie-słuchaczy”, którzy oddalali się w pośpiechu.

Była dekoracja o treści właściwej i ezoteryczne (przeciąg) zainteresowanie. Moje skoncentrowało się na czytającej obok mnie młodszej koleżance. Musiałem też odpowiadać na trudne pytania młodocianych podsłuchujących typu: „czy wymieniony w tekście osobnik o nazwisku Szprot był założycielem firmy produkującej konserwy rybne o nazwie „szprotki” sprzedawane w gołąbkowickim markecie.”

Pod (!!!) monumentem o nazwie Adam Mickiewicz (na plantach) było zdecydowanie więcej … powietrza. Luźniejsza atmosfera. Zauważyłem też kilka słuchających osób ale tylko jedna z nich była uśmiechnięta czemu się absolutnie nie dziwię. Na szczęście miałem do odczytanie fragment, w którym łzy zamieniały się w diamenty ale to i tak nie uratowało całości. Kontrasty były – w Warszawie czytał Pan Prezydent i jego małżonka a w Nowym Sączu nie. Rajcy miejscy też się nie uzewnętrzniali ale to zrozumiałe bo przecie o czytanie chodziło – Narodowe Czytanie oczywiście a nie Miejskie. Odległość jednej litery w alfabecie a jaka różnica!

Były też drobne didaskalia jak darmowa kawa na plantach, okolicznościowa pieczątka, reflektor (jeden), paru „aparatczyków” robiących fotki, znakomita organizacja bez nazwiska i czytający, których nazwisk też nie wymienię, żeby ich co złego nie spotkało.

Z wielkich nieobecnych, tradycyjnie już, zabrakło SĄDECZAN ale to może i dobrze bo lud u nas spokojny, pracowity i do zbytków nie ma upodobania. A sama „Lalka” Bolesława Prusa ? – jak zwykle i od lat ZNAKOMITA. Na drugi rok może też do jakiego czytania uda mi się wkręcić, czego Państwu i sobie serdeczne życzę.


Co tu mamy?
Czytajcie
Zobacz też tutaj
  • Facebook Classic